niedziela, 24 lutego 2013

Takie tam...przeczytaj. Może coś zrozumiesz...


Przeczytaj do końca, albo nie czytaj wcale...!

- Pozwólcie, że wyjaśnię wam problem jaki nauka ma z religią.
Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym
studentami zadaje pytanie jednemu z nich:
- Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
- Tak, panie profesorze.
- Czyli wierzysz w Boga.
- Oczywiście.
- Czy Bóg jest dobry?
- Naturalnie, że jest dobry.
- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
- Tak.
- A Ty - jesteś dobry czy zły?
- Wedlug Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości - Ach tak, Biblia!
- A po chwili zastanowienia dodaje:

- Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy, że znasz chorą i cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
- Oczywiście, panie profesorze.
- Wiec jesteś dobry...!
- Myślę, że nie można tego tak ująć.
- Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie.
Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej - Nie pomaga, prawda? Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie?
Student nadal milczy, wiec profesor dodaje

- Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda? - aby dać studentowi chwile zastanowienia profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
- Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
- No tak... jest dobry.
- A czy szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada - Nie.
- A od kogo pochodzi szatan?
Student aż drgnął:
- Od Boga.
- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi jeszcze synu - czy na świecie istnieje zło?
- Istnieje panie profesorze ...
- Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył Wszechświat, prawda?
- Prawda.
- Wiec kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z regułami logiki także i Bóg jest zły.
Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi..
- A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas świece?
Student drżącym głosem odpowiada - Występują.
- A kto je stworzył?
W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie - Kto je stworzył? - wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
- Powiedz mi - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby - Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?
Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
- Tak panie profesorze, wierzę.
Starszy człowiek zwraca się do studenta:
- W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
- Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
- Nie panie profesorze.
- A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
- Nie panie profesorze. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
- I nadal w Niego wierzysz?
- Tak.
- Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi ze Twój Bóg nie istnieje... Co Ty na to synu?
- Nic - pada w odpowiedzi - mam tylko swoja wiarę.
- Tak, wiarę... - powtarza profesor - i właśnie w tym miejscu nauka
napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.
Student milczy przez chwile, po czym sam zadaje pytanie:
- Panie profesorze - czy istnieje coś takiego jak ciepło?
- Tak.
- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
- Tak, synu, zimno również istnieje.
- Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta.
Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
- Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem.
Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła – nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energie lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem.
W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kacie ktoś upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
- A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
- Tak - profesor odpowiada bez wahania - czymże jest noc jeśli nie ciemnością?
- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło, jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze ciemniejszą, czyż nie?
Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.
- Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
- Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego
rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty wniosek jest również fałszywy.
Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
- Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie – wyjaśnia student - twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz panie profesorze proszę mi odpowiedzieć - czy naucza pan studentów, którzy pochodzą od małp?
- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy?
Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.
- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych i nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie, to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacja, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieja niż naukowcem?
W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.
- Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim
poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład - student rozgląda się po sali - Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?
Audytorium wybucha śmiechem.
- Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, że nikt. A zatem zgodnie z naukową metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu, panie profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze?
W sali zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma
szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać wieczność profesor wydusza z siebie:
- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej -  stanowi niezbędny element naszej codzienności. A teraz panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło? Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi - Oczywiście że istnieje. Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.
Na to student odpowiada:
- Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła.
Profesor osunął się bezwładnie na krzesło...

Jeśli udało Ci się dotrwać do końca tego tekstu i wywołał on na Twojej twarzy uśmiech podczas czytania końcówki, daj go do przeczytania również swoim Przyjaciołom i Rodzinie.
PS.
Tym drugim studentem był Albert Einstein. Einstein napisał książkę zatytułowaną "Bóg a nauka" w roku 1921.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 7


Rozdział 7
   Anastazja siedziała na kanapie Olivera i przeglądała książkę Dave’a S., Alessia szukała czegoś w Internecie, a Oli, jak zwykle coś rysował. Wszyscy byli zmęczeni, ale chcieli dowiedzieć się czegokolwiek, co pomogłoby im odpowiedzieć na któreś z mnóstwa pytań.
   -Jestem padnięty- powiedział chłopak podnosząc dumnie w górę kartkę
   -W sumie to ja też- ziewając odpowiedziała Alessia
   -Piękny rysuneczek koteczku, idź mi pościel łóżko w gościnnym- dopowiedziała Anastazja
   -No jeszcze czego- zaśmiał się i zebrał z łóżka swoje ołówki i prace, poczym wyszedł z pokoju
   -Ej..- wyszeptała Anastazja do swojej przyjaciółki
   -Co- zaśmiała się Ales.
   -Co to był za rysunek?
   -No zwykły, taki jak zawsze. On teraz rysuje to co widzi w snach.
   -Ale ja to już gdzieś widziałam, byliśmy tam może na jakiejś wycieczce?
   -Nie, już ci mówiłam, on to widzi w snach.
   -Ale, jak to…- w tym momencie do pokoju wszedł Oliver
   -Pościeliłem ma pani- powiedział i ukłonił się na wzór królewskiego służącego
   -Dziękuję zacny sługo, rób tak dalej, a twa głowa jeszcze będzie na szyi spoczywać- zaśmiała się i poszła spać
*
   -Twoi rodzice zorientują się, że nas nie było?
   -Nie, mam nadzieję, że nie.
   - A powiedziałeś im, że masz dziś w łóżku dwie laski- znowu zaczęła żartować, lubiła, kiedy się uśmiechał.
   -Nie, ale pewnie rano się dowiedzą, ja nie muszę im mówić o takich rzeczach. Gorzej będzie, jak się pokłócą i tata pójdzie w nocy tam spać. Nastka może się zdziwi, ale co tam.
   -Przestań- też się śmiała
*
   -Wstawaj! Zaraz musimy być w Sali profesora Green’a.
   -Co ty robisz idioto- zapytała dość mocna wnerwiona Anastazja
   -A no w sumie to nic, sprawdzam czy jak tu przyjdę za godzinę to wstaniesz-zaczął się śmiać i wyszedł
   -Nienawidzę cię- powiedziała sama do siebie i zanurzyła twarz w poduszce
   Oliver wrócił do swojego pokoju, położył się w łóżku i wtulił do Alessi. Miał jeszcze do przespania godzinę. Dziesięć minut temu musiał bardzo się wysilić, aby wstać i odejść. W łóżku było ciepło i miło, jego dziewczyna leżała obok. Musiał wstać i dokuczyć Nastce. Lubili się, ale znacznie bardziej woleli sobie dokuczać. Ona często załaziła mu za skórę, a on odpłacał się jej czymś jeszcze gorszym.
   Na początku września byli na wycieczce szkolnej. Trwała trzy dni, więc dysponowali, aż dwiema nocami do zrobienia sobie wymarzonych kawałów. Alessia prosiła Olivera, żeby nie zaczynał. Pierwszej nocy był grzeczny, to Nastka zaczęła. Mimo, że była cisza nocna i nauczyciele dyżurowali na korytarzach, zakradła się do jego pokoju z puszką bitej śmietany. Odczekała chwilę, aż jej wzrok przyzwyczai się do ciemności i rozpoczęła poszukiwania Oliego. Po prawej chrapał Mati, obok niego był Krzysiek, brakowało tylko jednego. O JEST! Przeniósł łóżko na drugi koniec pokoju. Szybko znalazła jego buty.
   -FUUU! Jak Ales może z nim chodzić. Chociaż je wypierze. To będzie dla niego prezent- powiedziała sama do siebie i skierowała wylot puszki do wnętrza owych śmierdzących ochraniaczy na stopy.
   -O, i cała robota wykon… - wpadła na kolejny genialny pomysł.
Zrobiła co do niej należało i uciekła tak niepostrzeżenie, jak udało się jej wejść do pokoju 312.
*
   -Nastka! –rozległ się głośny krzyk, na twarzy nastolatki malował się uśmiech
   Słyszała, jak wściekły chłopak idzie w jej stronę.
PUK PUK
   Rozległo się pukanie do drzwi.
   -Tak, w czym mogę panu pomóc- otworzyła drzwi i zaśmiała się, ujrzała w nich wściekłego Olivera. W rękach trzymał Vansy z roztopioną bitą śmietaną, najprawdopodobniej wcześniej je ubrał, bo na skarpetkach były ślady zetknięcia się z ową substancją. Jego twarz pokrywał piękny zarost z białej mazi.
   -Zabije cię- wykrzyczał
   Wyglądał przeuroczo, gdy się wściekał
   -Co wy robicie- powiedziała Alessia obudzona porannymi wrzaskami
   - Patrz co ta idiotka mi zrobiła- pokazał buty i twarz, jego mina była bynajmniej śmieszna
   -Anastazjo, co to wszystko ma znaczyć- zapytała wściekła panna Buster
   -No to mam poważną rozmowę z dyrektorką, wrócę za godzinę, idź spać,- powiedziała do przyjaciółki- a ty mógłbyś się ogolić, trochę zarosłeś przez noc- dopowiedziała do Olivera i uciekła do nauczycielki
   Chłopak zacisnął ręce w powietrzu, tak jakby dusił głowę Nastki.  

   Alessia siedziała potem z Olim w jego pokoju i myła go, a raczej jego twarz, buty suszyły się już na kaloryferze.
   - Wiesz- zaczęła- słodko wyglądasz, jak się złościsz
   -Świetnie, a Natska pięknie wygląda, gdy tonie w galaretce lub innym gównie.
   -No przestań, nic takiego ci nie zrobiła- zaśmiała się, przypomniał się jej poranny widok jej chłopaka, nie na co dzień widzi się wysmarowanego bitą śmietaną, krzyczącego piętnastolatka
   - Mówiłaś, że mam nie zaczynać, ale to ona zaczęła, więc chyba mogę się jej odpłacić, co?
   -Róbcie co chcecie, ale pamiętaj, że ja też jestem w tym pokoju, więc nie obudź mnie przy okazji.
   -Nie bój się, tobie nic nie grozi, ale wiesz, jeśli chcesz czuć się bezpieczniej możesz spać ze mną- chwycił ją i położył na łóżko.
   Nagle rozległ się  dźwięk pukania do drzwi. Weszła przez nie Anastazja.
   - Mój drogi przyjacielu, jest mi bardzo przykro z powodu zaistniałej sytuacji i pragnę szczerze cię przeprosić-wyznała- panna Buster kazała mi cię przeprosić, mam nadzieję, że nie jesteś wściekły? Widzę, że już się ogoliłeś i znów wyglądasz młodo. To fascynujące, jak człowiek może się zmienić przez noc. Mam nadzieję, że mój malutki występek, nie uczynił ci wielkich szkód?
   -Moja zacna białogłowo- zaczął się szyderczo uśmiechać- nie martw się, odpłacę się srogo
   -Mam nadzieję, że ostatnia noc tej wycieczki cię nie zaskoczy- powiedziała i wyszła    
   Oliver tak, jak obiecał, odpłacił się Nastce. Dziewczyna obudziła się , ze snu wyrwało ją walenie do drzwi.
    -Kto tam?
    -To ja, Oli. Wpuść mnie.
   -Czego chcesz- powiedziała i otworzyła mu drzwi
   -Mogę skorzystać z waszej toalety, nasza się zapchała?
   - Idź, a potem zamknij drzwi i spadaj- wymamrotała i wróciła do łóżka
   Człowiek przez pierwsze piętnaście minut po przebudzeniu funkcjonuje tak, jakby miało 1,5 promila alkoholu we krwi. Nastka miała tak samo, nie zauważyła, że chłopak ma pod bluzką Schowany kubek i telefon.
   Nagle z łazienki zaczęły dobiegać nieprzyjemne dźwięki. Ustały po pięciu minutach.
   -Dzięki stara- powiedział Oliver i wyszedł
   Po upływie pół godziny Anastazja sama musiała skorzystać z toalety. Otworzyła drzwi i poczuła odurzający smród. Powierzchnia wokół muszli była wysmarowana czymś kleistym i brązowym.
    W całym hotelu dało się słyszeć krzyk nastolatki. Był on głośniejszy nawet od chrapania Matiego z pokoju jej ulubionego „kociaczka”. 
    -No tak, mogłam się domyślić- powiedziała, gdy zauważyła w rogu łazienki kubek z resztką zawartości tego, co widniało w muszli i jej okolicach.
   Oliver po wejściu do toalety zamknął drzwi, a w telefonie użył aplikacji, która wydaje nieprzyzwoite dźwięki. Spod bluzki wyciągnął kubek z budyniem czekoladowym i wysmarował nim wszystko co mogło paść ofiarą zatrucia pokarmowego . Na końcu użył czegoś, co bardzo śmierdzi. Wyłączył aplikację, udawał, że myje ręce i wyszedł, jak gdyby nigdy nic. Wiedział, że Nastka zawsze była pierwsza w łazience. Czuł satysfakcję, gdy pół godziny po swojej wycieczce do jej pokoju usłyszał krzyk.
   Mniej więcej takie były relacje między tą dwójką. Byli przyjaciółmi, ale uwielbiali sobie dokuczać. Mogli na sobie polegać, ufali sobie i byli inteligentni, ale dowcipy brały górę nad byciem rozsądnym. Nawet nie wiadomo, kto zaczął. Potem jeden odpłacał się drugiemu i tak od prawie dwóch lat. Ale nigdy żaden nie odważyłby się skrzywdzić kogoś przez swoje głupie i niewinne żarty.

Jakbyście mogli powiedzieć co sądzicie?

http://www.youtube.com/watch?v=y2pEglz2bzA

niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 6


Rozdział 6

   Sala fizyczno-chemiczna w szkole, do której uczęszczała Alessia była doskonale wyposażona. Budynek był sponsorowany przez rodziców jednego z uczniów.
   Jamie Buster High było szkołą prywatną z internatem. Część dzieciaków z niego korzystała, a część nadal pozostawała w domach. Alessia chciała mieszkać w internacie, ale jak na razie rodzice nie widzieli w tym nic pozytywnego, ale coraz częściej rozważali tę myśl. Wiele razy wyjeżdżali daleko na długo i nie chcieli, żeby dziewczyna musiała sama być w domu. Nie chcieli też robić kłopotu rodzicom jej znajomych. W internacie byłoby dobrze, a jeżeli by się za sobą stęsknili to na weekendy Alessia mogłaby być w domu. Przynajmniej czasami.
   Jej ojciec był w akademiku, w latach, gdy uczęszczał do szkoły  i bardzo dobrze wspomina tamte czasy.  Namawiał matkę Ales, żeby pozwoliła jej spróbować. Na rok, jak się jej spodoba to zostanie, a jak nie to wróci do domu. Życie w internacie bardzo usamodzielnia. Chciał, żeby jego córka była samodzielna i odpowiedzialna.

    -Panie Green, panie Green- wykrzyczała Alessia- Mam, znalazłam.
   Dziewczyna należała do kółka naukowego wraz ze swoja przyjaciółką Anastazją, ukochanym Oliverem i grupką poznanych tam ludzi. Naprawdę się lubili. Razem byli w stanie rozwiązać każdy problem. Nad kółkiem władzę sprawował profesor Charlie Green- nauczyciel fizyki i chemii. Miał też dużą wiedzę z zakresu matematyki i biologii. Był osobą bardzo charyzmatyczną i widać, że wypełniał swój zawód z pasją. Oczywiste było, że zależało mu na nauczeniu młodzieży materiału, ale w dużo ciekawszy sposób , niż w innych placówkach.
   Alessia od ranka tego dnia szukała odpowiedzi, to był kolejny kłopot, z którym kółko naukowe w Jamie Buster High musiało się zmierzyć. Chcieli znać odpowiedź, na to pytanie, które męczyło ją od kilku dni: Co oznaczają znamiona, które ma ona i Oliver? Miały one kształt skrzydeł, skrzydeł anioła. Były tak dokładne, że wyglądały jak tatuaż. Już w najbliższym czasie Alessia miała się dowiedzieć, że była kimś więcej. Ona i Oliver. Sama nigdy by w to nie uwierzyła. To niemożliwe, że Alessia dokona coś, co zmieni bieg historii.
    -Dobrze Alessio, więc co znalazłaś- zapytał profesor ziewając- Jest środek nocy, powinnaś być w domu, a nie w moim gabinecie- powiedział, poczym zerknął na kartki, trzymane przez dziewczynę.

*
   Anastazja była przyjaciółką Ales. Chodziły razem do klasy i obie były członkiniami kółka naukowego. Nastka była równie inteligentna, co Alessia ,ale nienawidziła chodzić do szkoły. Co do Ales, to ona sama nie widziała czy lubi czy nie. Chodziła do niej i tyle. Nigdy nad tym nie myślała. Podobało się jej to, że codziennie spotykała się ze znajomymi i mogła wymieniać się z nauczycielami swoimi poglądami, ale coraz częściej miała już dosyć. Codziennie wstawanie ją wykańczało, ilość lekcji i dodatkowych zajęć męczyła ją.  Anastazji nie odpowiadało przestrzeganie kodeksu, chodzenie na lekcje, które ją nudziły. Nie lubiła podporządkowywać  się innym. Rozumiała wszystkie przedmioty, zwłaszcza fizykę i matmę, chemię nawet też dość dobrze. Ale sama mawiała:
   „ Uczęszczam tylko na przedmioty, które przydadzą mi się w życiu”
   -Dlaczego nienawidzisz szkoły- zapytała ją kiedyś dyrektorka, panna Buster
   -Irytuje mnie uczenie się cudzych myśli. Przez to mogę stracić zdolność oryginalnego myślenia. Na zawsze.  I co wtedy? Wolę sama do czegoś dojść. Wyobraźnia, którą jeszcze mam doprowadziła do ogromnej liczby odkryć. Nie chcę jej zatracić i tyle.
   -Rozumiem twoją osobowość i tok myślenia, ale…- nie dokończyła- Widzę, że najczęściej jesteś na lekcjach profesora Green’a, na fizyce. Dlaczego-starsza dyrektorka zaczęła nowy wątek
   -Przydaje się, ale ja nie chodzę tyle na fizykę, co na kółko naukowe. Omawiamy tam dużo ciekawsze rzeczy, niż na lekcjach. Profesor Green prowadzi zajęcia inaczej, niż inni nauczyciele. Słyszała pani kiedykolwiek o czarnych dziurach, chiralności, spirali kodu genetycznego? Wyobraża sobie pani możliwość podróży w czasie za pomocą dziury robaczkowej? Możliwość wytworzenia czwartego wymiaru?  Wie pani, że istnieje nieskończona liczba naszych „klonów” , odbić lustrzanych, żyjących w innych wymiarach-Panna Buster z zachwytem słuchała słów piętnastolatki, Anastazja opowiadało o tym z takim zawzięciem- Jedna malutka zmiana w przeszłości może zniszczyć przyszłość.
   -Oczywiście Anastazjo, ale wiesz jakie kłopoty przynosi ci opuszczanie lekcji. Jeszcze kilka nieobecności na zajęciach i będę zmuszona do wyrzucenia cię z Jamie Buster High.
   -Rozumiem, obiecuję, że się poprawię. Do widzenia.
   -Do widzenia. Powodzenia na fizyce, nie wpadnij do jakiejś czarnej dziury-zaśmiała się dyrektorka.
   Tyle dla Anastazji znaczyła szkoła.
*
   -Szybko, ktoś tu idzie i nie może zobaczyć cię tu w środku nocy, wejdź do środka- powiedział profesor Green do Alessi
   Dziewczyna odwróciła głowę w bok i wykonała gest ręką. Przywołała do siebie Olivera i Anstazję. Oni byli jej prawdziwymi przyjaciółmi, Nastka ledwo wróciła do domu i już zjawiła się by ją wspierać.
   Siedzieli  w czwórkę przy stoliku nauczyciela. Czy to nie było dziwne? Trójka piętnastolatków w środku nocy popija herbatkę w gabinecie profesora.
   -Alessio- zaczął pan Charlie- uważam, że powinnaś poczekać z tym do jutra.
   -Ale jak do jutra? Przez ten czas wszystko może się zdarzyć.
   -Popatrz, Anastazja ledwo wróciła z wycieczki po Europie, Oliver zaraz tu zaśnie, - pokazał dłonią na pół przytomnego chłopca- a ty cały dzień czegoś szukasz. Idźcie do domu porządnie się wyspać. Porozmawiamy rano przed lekcjami. Razem z kółkiem rozwiążemy wszystkie problemy.
   -Może faktycznie ma pan rację-powiedziała przecierając oczy- będziemy jutro o 7:30 w naszej ulubionej Sali. Mam nadzieję, że się tam spotkamy.
   -Oczywiście, że będę- powiedział i zamknął drzwi.
   Grupa nastolatków świetnie współdziałała, ale tak każdy z osobna bardzo się różnił. Dziwiło go to. Cała trójka była niezwykle inteligentna. Oliver też, może nie aż tak jak Alessia i Anastazja, ale wiedział co się dzieje. Wstąpił do kółka ze względu na Ales. Myślał, że zanudzi się tam na śmierć, ale spodobało mu się to. Zawsze bardzo ciekawiły go alternatywy równoległych rzeczywistości i podróży w czasie. Profesor widział potencjał w tym chłopcu. Odkąd Oli do nich dołączył poprawił swoje oceny w nauce, zaczął myśleć bardziej logicznie i pomógł rozwiązać niejeden problem w Jamie Buster High. Dlaczego cała trójka tak się od siebie różniła? Dlaczego musieli być ze sobą, aby wszystko współgrało? Alessia była wymarzoną uczennica, zawsze ubrana w marynarkę i przygotowana. Anastazja ubierała się różnie, czasem w marynarkę i zwężane spodnie, a czasem w zwykłą  bluzę. Na lekcje nie musiały się uczyć, wystarczało im  to, co zapamiętały na lekcji. Oliver ubierał się jak zwykły chłopak w tym wieku i uczył się dobrze, nie bardzo dobrze, ale dobrze. Całą trójcę łączyła ogromna inteligencja. Potrzebowali siebie. Dopełniali się. Jak atomy. Ładunek musiał się wyrównywać, musiała być ta sama ilość plusów i minusów, aby mógł istnieć. Gdy byli razem potrafili zrobić wszystko.

Hey. Zostałam nominowana do Liebster Blog Award.

1.Masz swoją przytulankę, choć trudno ci się przyznać?
*Nie, nie mam. Wczoraj zrobiłam sobie maskotkę DIY, ale to mój nowy przyjaciel MARCEL. Więc w sumie to chyba mam.
2.Skąd bierzesz inspiracje na napisanie posta?
*Sama nie wiem. Jak sobie siedzę przy laptopie to myślę: Hmm...dodam coś na bloga. Albo przeczytam coś ciekawego lub napiszę kolejny kawałek książki. To publikuję.
3.Jaki jest twój ulubiony kolor?
*Niebieski 4ever
4.Co sadzisz o aborcji?
*Jestem przeciwko. Jak nie masz warunków to oddaj do domu dziecka. Ktoś kiedyś je przygarnie i będzie szczęśliwe. Nie zabijaj z własnej głupoty. Ruchasz się to wychowuj,albo chociaż uszczęśliwiaj.
5.Jesteś za eutanazją?
* Nie mam nic przeciwko. Tu chodzi o życie.
6.Jaki jest ulubiony ciuch w twojej szafie?
* Koszula z House'a. Marynarki i bluza ombre z ćwiekami.
7.Masz rodzeństwo?
* Mam.
8.Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
* Sama nie wiem. Chyba nie mam ulubionej. Lubie dość dużo,ale nie mam żadnej ulubionej.
9.Lubisz Red Hot Chili Pepper?
* Nie mam nic przeciwko,ale nie jestem też super fanką. Lubię i tyle.
10.Masz piosenkę, którą słuchasz w kółko i nie znudzi ci się?
* No nie wiem. Lubię kilka i słucham ich dość często,ale na 100% kiedyś mi się znudzi.
11.Masz swoje hobby?
* Tak. Fotografia, muzyka, deskorolka, pisanie i vlogowanie na YT.

sobota, 19 stycznia 2013

Nowe zainteresowania?

Siedziałam dziś i stwierdziłam,że znudził mi się mój pokój i że musze go przemeblować i dodać kilka gadżetów, ale takich orginalnych.
Mam już plany jak co bd wyglądać tylko muszę poczekać aż rodzice wróca i w przyszły weekend postaram się go już zrobić. Mam nadzieję, ze sie zgodzą. dziś zrobiłam sb taką maskotkę,żeby odstraszała potwory w nocy :D

















A tu macie instrukcję jak zrobić coś takiego:D

Więcej niż tylko życie

Hej , hej ! ;D

Chciałabym was zaprosić na mojego 2 bloga  : http://walczymydokonca.blogspot.com/
Jak moja kochana wspólniczka Afra piszę książkę , jej jest o wiele lepsza ale też próbuję swoich sił ;D
Założyłam nowego bloga gdyż nie chciałam aby nasze książki się  tu pokrywały i wam się pomieszały :3
Jeszcze raz zapraszam i dobranoc miśki <3

sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział V


Rozdział V
-No więc oto moje kolejne dzieło-powiedział żartem Oliver pokazując swojej dziewczynie najnowszy rysunek
Na twarzy nastolatki malowało się zdziwienie.
-Nie podoba ci się?- zapytał z niedowierzaniem chłopak
-Nie. Nie o to chodzi. Jest piękny jak zawsze, ale nie mogę uwierzyć w  to co na nim jest.
Chłopak jeszcze raz popatrzył na szkic. Nie było tam nic innego, niż to co narysował.
-Widziałeś to gdzieś już wcześniej?- zapytała Alessia
-Tak, muszę ci coś powiedzieć-Oliver przysunął się bliżej niej i chwycił za rękę.- Kiedy byłem młodszy. Nie wiem miałem może koło 10 lat. Tak, to był dzień moich urodzin. Noc, nie mam pojęcia, która godzina, ale już spałem. Śniło mi się, że jestem w jakimś ogrodzie z ogromną bramą i aniołem. Trzymał on w rękach wielki miecz i czegoś się bał. W pewnym momencie zrobiło się trochę ciemniej, zwierzęta uciekły i coś zaczęło wdzierać się przez bramę. Obudziłem się i zacząłem krzyczeć.
-Nie… to nie możliwe-dodała dziewczyna-miałam dokładnie to samo.Też w dniu 10 urodzin. Widziałam tego anioła, nie był jak anioł z bajek dla dzieci, był ubrany jak grecki wojownik.
-Wiem, przedstawiłem go na rysunku tak jak go widziałem.
-To wszystko wygląda tak samo, jak w moim śnie.
-No, ale czy to możliwe, żebyśmy mieli ten sam sen?- zapytała z niedowierzaniem Ales
-Nie wiem, to ty jesteś mądra.
-No nie do końca- zaśmiała się
-Ale, co to może być? Przecież chodziłaś na początku roku na jakieś zajęcia dodatkowe z historii, więc może się dowiedziałaś czegoś o snach, bo sny fascynowały ludzi od zawsze.
- Owszem było coś o snach przy malowidłach na ścianach gdzieś tam, ale nie było nic o podobieństwach snów.
-A, może Dave S. wie cokolwiek na ten temat?- podsunął pomysł Oliver
-Nie mam pojęcia. Zaraz poszukam-powiedziała i zaczęła szukać książki w torbie- Ale coś ci muszę powiedzieć-podniosła głowę i powiedziała
-A konkretniej- odpowiedział zza drzwi, właśnie wyszedł, żeby odnieść talerze
-Jak na ciebie dziś czekałam to jeszcze raz przyjrzałam się notatniko-pamiętnikowi- prawie wykrzyczała, aby ten mógł ją lepiej słyszeć
-I co tam ciekawego ujrzałaś? Może tym razem odkryłaś dowód na istnienie pozaziemskiej cywilizacji? –powiedział półżartem
-Nie, tzn. jeszcze nie wiem, ale coś jest na okładce.
-Byłem pewien, że ty zawsze wolałaś treść niż ilustrację na książce- powiedział i wręczył dziewczynie szklankę soku z grejpfrutów.
-Zawsze tak było, no, bo sprawdziany były z zawartości, a nie tego, jakie zwierzęta widzisz an okładce. Ale chodzi mi o coś innego. Notatniko-pamiętnik był cały z kurzu więc przetarłam go mokrą szmatką.
-Fascynujące…naprawdę- dopowiedział znudzony
-No czekaj, zaraz się rozkręci. Więc, jak już okładka była czysta to zauważyłam, że jest tam coś, czego zwykle nie ma na zwykłych zeszytach, pamiętnikach itp.
-Co to było?
Podniosła rękę, aby chłopak mógł się przyjrzeć i powiedziała – Tu jest ten sam znak, który ja i ty mamy na biodrach, a tu- wskazała na napis widniejący pod skrzydłami- jest coś w innym języku, mogę się mylić, ale to chyba jest grecki.
-Ale nie za bardzo rozumiem, co to znaczy?
-Ja w sumie też, nie, ale musimy poznać znaczenie tego zdania, czy czegokolwiek, co tam jest. Dobrze byłoby odkryć kim jest Dave S., dowiedzieć się o co chodzi z tymi skrzydłami…
- I dlaczego w moim domu była ta książka- wtrącił Oli
-Tak i dokładnie przejrzeć pamiętniko-notatnik, bo tam może coś wyjaśni, ale może też wprowadzi zamieszanie.
Żaden z nich, ani Alessia, ani Oliver nie wiedzieli dlaczego chcą poznać odpowiedzi na te wszystkie pytania, ale nie mogli się oprzeć. Czuli, że muszą i tyle.

*
Alessia zaczęła przeglądać zawartość swojego laptopa. Tapetą było zdjęcie, na którym widniał Ron Wesley- bohater z książki o Harrym Potterze. Wokół niego było mnóstwo ikon, dziewięć z nich to filmy o nastoletnim czarodzieju, który dzięki przyjaźni i pomocy bliskich zwycięża zło. Pół pulpitu stanowiły foldery z mnóstwem zdjęć. W trzech była muzyka, a w prawym, górnym roku widniały znaczki przeglądarek internetowych i programów typu: Skype, Gadu-Gadu.
Zastanawiała się o czym jeszcze miała powiedzieć Oliverowi. Wiedziała, że to może mieć związek z Dave’m S., ale nie miała pojęcia co to było.
-Jakie macie hasło do Wi-Fi?- zapytała
-04-01-22-05-19- wyrecytował chłopak
-No to dzięki, bo chcę na Facebook’a wejść, a tak przy okazji to dziwne macie hasło.O co z nim  chodzi? Jakaś data?
-Nie wiem. Ale raczej nie, bo tam jest pięć miejsc, a nie trzy.
-Jesteś pewien? Nic nie wydarzyło się czwartego stycznia dwa tysiące..-urwała, ta data byłaby faktycznie bezsensu, bo rok 2022 jeszcze nie nastąpił. Ale może to był dwudziesty drugi stycznia dwa tysiące czwartego roku?- zastanawiała się
-A może coś się stało dwudziestego drugiego stycznia w dwa tysiące czwartym?-zapytała
-Nie, no właśnie nic-odpowiedział- chyba –powiedział sam do siebie
DRYŃ DRYŃ
W uszach nastolatków rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu.
-Halo?
-No cześć Alessio, jak tam?- odpowiedział w słuchawce głos matki dziewczyny
-Cześć mamo. Dobrze, już jestem u Olivera w domu.
- No to świetnie. Ja biegnę, bo się spóźnię. Masz pozdrowienia od taty córuś. Pa.
-Też go pozdrów. Miłej zabawy.
-Pa, kochamy cię- wykrzyczała i się rozłączyła
-Ja was też- powiedziała Ales do głuchej słuchawki
Odłożyła telefon i poczuła palący ból biodra. Czuła jakby paliła się jej skóra, ale tylko maleńki kawałeczek. Ten sam, na którym widniały skrzydła. Usiadła i zaczęła stukać w klawiaturę laptopa. Strona główna, 2 zaproszenia do znajomych, 3 nieprzeczytane widomości i 2 powiadomienia.
-No to zacznijmy sprawdzać po kolei-powiedziała sama do siebie.
W powiadomieniach jak zwykle nie było nic ciekawego, zaproszenia były od Fejków (Fejk- osoba wklejająca na swój lub nieprawdziwy profil zdjęcia kogoś ładnego, sławnego itp.) Wiedziała to od razu, profilówkę (Pofilówka- zdjęcie profilowe,wyświetlane przy rozmowach, postach itd.) tego pana widziała już pięć razy w tym tygodniu. Drugie zaproszenie było od kogoś, kto nazywał się
Nick. Nazwiska nie było, profilówki też nie, więc nie zaakceptowała żadnego z nich. Wiadomości okazały się być ciekawsze. Jedna była od Anastazji. Tłumaczyła ona w niej, że wraca jutro popołudniu  i, że  stęskniła się za „parą kociaczków”- tak nazywała Olivera i Alessię. Kolejna wiadomość była od koleżanki ze szkoły. Dziewczyny nie znały się zbyt dobrze, ale chodziły razem do klasy. Jak zwykle padły pytania: co było na zadanie? i czy trzeba się na coś uczyć?
Trzecia wiadomość była już od kogoś innego. „NICK”- przeczytała z pierwszego zdania. Teraz już pamiętała.
Oliver wyraźnie czegoś szukał w okolicach łóżka.
-Oli?
-No co byś chciała?
-Mam dwie malutkie sprawy. Bardzo ci przeszkadzam, bo widzę ,że jesteś zajęty?
-Nie, możesz mówić.
-No to po pierwsze, co ty właściwie robisz?- zapytała, bo nie potrafiła znaleźć odpowiedzi.
-Szukam czegoś-odpowiedział chłopak.
-Tyle to sama wiedziałam, ale czego konkretniej?
- Spadł mi gdzieś tu ołówek i kartki, miałem tam rysunki, które chce żebyś zobaczyła.
-No dobra, a teraz druga sprawa. Mógłbyś usiąść na momencik- powiedziała i podeszła do łóżka.
-Co się stało?
-Jak wybierałam się do ciebie to zadzwonił do mnie Nick.
-A kto to jest?
-Też słabo go kojarzę, ale chodzi ze mną na basen. Ale w sumie to nie w tym tkwi sedno sprawy. Pytał się mnie o znamię. Był przekonany, że są to skrzydła i wyłączył się z rozmowy, gdy wmówiłam mu, że to nadgryziony arbuz. Zorientowałam się, że coś jest nie tak, bo wiedział i chciał wiedzieć za dużo. Co kogo to interesuje czy mam znamię czy nie i jaki ma kształt. Rozumiem np. ciebie, moich rodziców, Alezję, ale nie jakiegoś kolesia, którego ledwo kojarzę.
-Przejmujesz się, może mu się podobasz i nie miał jak inaczej zagadać-zasugerował Oliver-
-Ja myślę, że to nie o to chodziło, ale jeszcze się zobaczy.
-To chyba nie jest jeden z tych momentów, gdy poddajesz mnie próbie na zazdrość, co?
-Nie. Przestań, wiesz, że ja tak nie robię. 

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział IV

No nie no wiem,że tego nie czytacie,ale wklejam.


Rozdział IV
Dzień minął Ales, jak zawsze. Po szkole pojechała na basen, po czym  wróciła do domu, przebrała się, spakowała torbę na 2 dni, bo miała prze ten czas być u Olivera. Jej walizka była inne ,niż normalnej piętnastolatki. Ubrań wcale nie było tam za dużo, kosmetyków prawie wcale nie było. Większość stanowiły książki, zeszyty, Biblia, pieniądze na coś do jedzenia. Z ubrań zabrała tylko 2 marynarki, bluzę przez głowę, czapkę, sukienkę i zwykłe spodnie.Do tego dorzuciła parę trampków i baleriny do szkoły. W torbie podręcznej miała telefon, ładowarkę, laptopa i legitymację szkolną. Był 4 grudnia, śnieg zdążył stopnieć od wczorajszego wieczoru, było całkiem ciepło, jak na koniec jesieni, o tej porze zawsze już było biało i mroźnie.
Nagle Alessia poczuła, że coś ją swędzi, piecze. Podniosła bluzkę. Nad prawym biodrem miała znamię przypominające tatuaż. Owa blizna miała kształt skrzydeł, takich samych, jakie miał Oli.
DRYŃŃŃ.DRYŃŃŃ- usłyszała, i szybko wyjęła telefon z torby. Numer prywatny.
-No cóż muszę odebrać, bo inaczej nie dowiem się kto to może być-powiedziała sama do siebie, po czemu przeciągnęła palcem po telefonie.
-Halo-powiedziała
-Halo….ummm cześć to ja, Nick-odpowiedział cicho głos w słuchawce
-Yyyy… czekaj, bo nie bardzo kojarzę-zamyśliła się na chwile i dodała-a ty chodzisz ze mną na basen, tak?
-No tak,to ja.
-O to witam, cóż cię tak natchnęło na telefon do mnie?-zapytała z uśmiechem na twarzy
-No, bo widzisz…- zaczął niepewnie- jak byliśmy dziś na basenie
-Koleś… wysłów się.
-No, ja wiem, że możesz uznać mnie za oszołoma, czy coś, ale wydawało mi się,że masz tatuaż… nad prawym biodrem,obok..no coś takiego.
-Yyyy… to nie jest tatuaż, tylko znamię. –odpowiedziała, ale nie wiedziała do końca poco mu ta informacja, ledwo się znali, razem chodzili na basen i to tyle.
-Nie jestem pewien, czy dobrze widziałem, ale to chyba były skrzydła, prawda?
-No nie wiem do końca o co ci chodzi, tzn. przypomina ona skrzydła,-nie chciała się ujawniać,bo wyczuwała niebezpieczeństwo, czuła, że on już wie za dużo.-ale nie, w sumie to jest to raczej nadgryziony arbuz, zależy kto ma jaką wyobraźnię, ale to jest arbuz.-chciała zmylić go z tropu
-Arbuz powiadasz… - zawiesił głos, Alessia słyszała tylko jakieś szepty dobiegające z telefonu- ok., to w takim razie nie przeszkadzam. Miłego dnia.
Ales była zmieszana, nie do końca wiedziała co się stało,ale była pewna,że to nie był przypadek, on coś wiedział, możliwe, że wiedział coś o Davie S.
Bała się sama iść do Olivera, już się ściemniało. Postanowiła do niego zadzwonić. On chociaż ją obroni.
-Cześć kotku, co tam?- usłyszała jego głos
-No jestem już spakowana i chciałabym, żebyś po mnie przyszedł, boję się iść sama.
-Pewnie, że przyjdę. Szykuj się, będę za 10 minut, ok.?
-To czekam.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też-odpowiedziała i rozłączyła się.
Ostatni raz wzięła do ręki książkę,notatniko-pamiętnik Dave S. Obejrzała ją dokładnie, tym razem okładkę, nigdy tego nie robiła, zawsze interesowało ją wnętrze książki, a nie to jaką miała okładkę. Ważna była treść, a nie to co dookoła niej. Pamiętniko-notatnik był obłożony zwykłą niebieską okładka.Nic jej nie zdobiło, ale nie, zaraz. Alessia przetarła okładkę kilka razy dokładnie wilgotną szmatką i zobaczyła, że widnieją tam skrzydła. Takie same jak te na jej i Olivera biodrach. A pod nimi napis : Χερουβείμ φρουρούσαν τους θησαυρούς του κόσμου.
Nie potrafiła odczytać liter, najpierw myślała, że to napis w jej ojczystym języku, dopiero po chwili myślenia otworzyła podręcznik do historii. Pamiętała, że na początku roku uczyli się na dodatkowych lekcjach i różnych krajach i ich językach. Kojarzyła te znaki. Była wzrokowcem. Pamiętała to co zobaczyła i o czym czytała. Miała pamięć fotograficzną. Ułatwiało jej to naukę.
Tak udało się ,znalazła. To było najprawdopodobniej po grecku. Tylko teraz jeszcze musiała poznać tłumaczenie.
*
Siedziała w pokoju Olivera i dokładnie oglądała książkę. Miała otwartego laptopa i popijała herbatę.
Jej chłopak siedział na łóżku, opierając się o ścianę. Rysował coś. Kiedy ten chłopak dostawał do ręki ołówek momentalnie na kartce powstawało arcydzieło.
-Co tam znowu rysujesz?- zapytała Ales
-Właśnie kończę. Za chwilę ci pokaże i opowiem coś, co może nam pomoże.
-No dobra, to nie przeszkadzam i idę umyć szklankę. Umyć też twoją?
-Nie musisz zmywać.
-To włożę do zmywarki, wiesz, że nie lubię jak ktoś robi coś za mnie.
Byli sami w domu, jego rodzice wracali z kancelarii dopiero po 20.
Alessia nie wkładała szklanki do zmywarki, gdy jedna się jej wyślizgnęła.
Bardzo chciała, żeby nic się jej nie stało. Były to ulubione szklanki mamy Oliego.
Wyciągnęła rękę w jej kierunku, ale wiedziała, że to nic nie da.
W głowie już słyszała dźwięki tłuczonego szkła, które roztrzaskuje się o kafelki. Zamknęła oczy. Czekała na moment ,w którym szklanka pęknie, ale nic nie było słychać. Otworzyła oczy i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Trzymała ją w ręce.
Oliver zaniepokoił się i poszedł sprawdzić, co zatrzymało Alessię w kuchni. Wchodząc do pomieszczenia zobaczył, że jego dziewczyna klęczy na podłodze i trzyma w ręce szklankę, którą poszła włożyć do zmywarki 5 minut temu.
-Co ty robisz?- zapytał Oli
-No ja nie wiem-odpowiedziała dziewczyna
-Klęczysz na podłodze i trzymasz w ręce szklankę tak jakby miała ci zaraz wypaść
Alessia wstała, odłożyła naczynie do zmywarki i poszła do pokoju.

Rozdział IV

Chcecie rozdział IV, bo jesli czyta je tylko 5 osób to chyba nie będę juz ich wklejać?
Za pół godziny wkleję,jeśli będzie więcej niż 4 komentarze.

"Kto czyta książki żyje podwójnie"-Uberto Eco

     TO JEST PRZEMÓWIENIE  WIĘC BĘDZIE TAK NAPISANE
     Witam serdecznie! Zebraliśmy się tu,aby rozważyć myśl Umberto Eco- "Kto czyta książki żyje podwójnie". Książki dają nam wiele wartości. Wpływają one na nasze myśli,uczucia,czyny i przekonania. Czytanie daje nam zdolność budowania dłuższych i bardziej złożonych form wypowiedzi-zarówno pisemnych,jak i ustnych.Dzięki książkom myślimy bardziej logicznie.

     Telewizja i internet odciągają nas od czytania, ale nie możemy zapomnieć,jaką daje ono radość. Powracając do tematu mojego przemówienia. W dobie internetu ludzie coraz mniej czytają. Nie wynika to z braku czasu, a z braku chęci. Zastanówmy się czy aż tak trudno poświęcić 15 minut w ciągu dnia na odrobinę literatury? Niektórzy ludzie nie mogą sobie wyobrazić, że czytanie może być przyjemne i ekscytujące, czasem bardziej niż niejeden sport. Wiem,że nie jestem ostatnią osobą na świecie, która czyta,ale jestem przedstawicielką tej jakże nielicznej grupy. Podsumowując: tytułowa teza jest,jak najbardziej zgodna z rzeczywistością. Pomimo wielu kuszących propozycji ze strony mediów, książki pozostają najwierniejszym przyjacielem, towarzyszem,który podnosi nasz wartości moralne, pomaga nam w podejmowaniu racjonalnych decyzji i wyborów,urozmaica nasze słownictwo,a także zapewnia nam niezmiernie ekscytującą rozrywkę.
     "Kto czyta książki żyje podwójnie"-czyli życiem swoim i bohaterów swoich lektur,a to w bardzo dużym stopniu wpływa na pozytywny rozwój osobowościowy.



wtorek, 1 stycznia 2013

ROZDZIAŁ III


Rozdział III

Znamię. Znad bokserek wyłaniało się coś w kształcie skrzydeł.
Ales zastanawiała się jak to możliwe. Skąd u Olivera coś takiego?
-Jesteś pewien, że to nie jest tatuaż?
-No chyba bym wiedział ,że sobie zrobiłem. A poza tym to się pojawiło dwa dni temu. Trochę boli, piecze.
Dotknęła skrzydeł. Zmieniły one  kolor z czarnego na czerowny.Teraz przypominały raczej bliznę, a nie tatuaż.
W dotyku skrzydła były ciepłe.
-Czujesz coś?
-No nie…..w sumie to jak dotykasz to nie boli.-odpowiedział Oli
-A spróbuj ty.
-Ałłłł….-wrzasnął
-Ciiii….spokojnie- powiedziała Ales i szybko przyłożyła rękę do znamienia.
*
Alessia podeszła do biblioteczki i postanowiła wyjąć z niej książkę,której przedtem chwilę się przyglądała. Nie potrafiła wyjaśnić dlaczego to zrobiła. Czuła, że musi ją zobaczyć. wiedziała, że coś w niej znajdzie, coś co na zawsze odmieni jej życie.
Oliver stał za nią. Trzymał ręce na jej biodrach. Ales otworzyła książkę i zaczęła ją przeglądać. Nagle zadzwonił telefon.
-Halo?- zapytała Alessia
-No i jak tam się macie? Jest już 21.Może wrócisz wreszcie do domu?- odezwał się w komórce głos ojca dziewczyny.
-O kur….tzn.zapomniałam się. Zaraz będę.
-No to pośpiesz się, bo jest ciemno.
-No dobrze już idę.
Alessia i Oliver całowali się pod bramą,gdy byli pod jej domem.
*
Ales weszła do domu. Rodzice powiedzieli że kolacja czeka na nią w kuchni. Zabrała talerz z kanapkami i kubek herbaty do siebie do pokoju.
 Miała pokój na drugim piętrze, więc weszła po schodach o mało nie rozlewając zawartości kubka. W pospiechu zjadła pierwszą kanapkę. Na łóżko rzuciła torbę. Poszła się umyć. Nie była zmęczona ,ale chciała się ogrzać ciepłą wodą.
Biorąc prysznic myślała o Olim i o jego znamieniu. Skąd wzięło się u niego coś takiego?
Wróciła do pokoju. Od łazienki szła nago. Dopiero w pokoju ubrała czarne leginsy i luźną czarną koszulkę z nadrukiem.
Otworzyła laptopa i czekała aż się włączy. Usiadła na łóżko i chwyciła w rękę kolejną kanapkę.
Drugą ręką otwierała torbę. Znalazła w niej książkę. Tak no przecież. Włożyła ją tam , gdy jej tata zadzwonił. Postanowiła ją obejrzeć.
Ale nie…. najpierw musi napisać do Olivera.
*
Oliver wrócił do domu. Zastanawiał się czy powinien powiedzieć o znamieniu rodzicom.  Wszedł do domu. Tylko krzyknął na przywitanie- Cześć, wróciłem-i poszedł do pokoju. Rozebrał się. Stał na środku pokoju w samych bokserkach. Myślał co teraz zrobić. Rozważał kąpiel i poczytanie informacji na temat znamion. Poszedł do kuchni i wyciągnął sobie z lodówki kawałek ciasta. Do tego mleko .
-A co to jakiś ruski pornol?- zapytała mama siedząca w ciemnej kuchni
-Co?- wystraszył się i szybko naciągnął bieliźnie na znamię-Po co tak tu siedzisz.
-No jakoś tak. A co tam u ciebie słychać? Jak układa ci się z Alessą?
-U mnie wszystko gra. A między nami jest bardzo dobrze?
-Wiem, że to głupio zabrzmi….. ,ale czy wy już….- zaczęła się jąkać- no wiesz…. spaliście ze sobą?
Oliver zawsze czuł się dziwnie rozmawiając o tych sprawach. Ona kochała go bardzo. Wiedział o tym. Ona chciałam spać z nim tak bardzo jak on z nią, ale Ales bała się reakcji rodziców. Oliver nie naciskał. Szanował ją.
-Ummm…nie. Bo my…..
-OK. rozumiem. Róbcie co chcecie, ale uważaj, macie po 15 lat. Nie zróbcie nic czego potem możecie żałować.
-Mamo- powiedział poirytowany
-No wiem, że nie lubisz rozmawiać na te tematy, ale kiedyś trzeba.
-Mamo, ale no, bo my chcemy ,ale wiemy, że nam nie wolno więc, jak na razie wystarcza nam przytulanie i całowanie. Nie masz się o co martwić.
-Posłuchaj Oliver. Wiesz, że cię kocham. I muszę ci coś powiedzieć.
W tym samym momencie usłyszeli dźwięk telefonu Oliego z drugiego pokoju.
-Czekaj mamuś zaraz wrócę.
Dlaczego powiedział do niej mamuś? Sam nie wiedział. Nie mówił tak od kąd skończył 10 lat.Czy wiedział,że będzie musiał czekać tak długo. Pamiętał kiedy ostatni raz zwrócił się do niej tymi słowami. To był dzień jego 10 urodzin. Środek nocy. Śnił mu się koszmar,może nie koszmar , ale bardzo dziwny sen. Był w nieznanym dla niego miejscu. Był tam ogród, ogromna brama,a nad nią latał anioł.Nie był to aniołek z bajek. Miał potężne skrzydła, na nogach ciężkie buty. Nie miał leciutkiej sukienki. Był ubrany jak grecki żołnierz. W rękach trzymał masywny miecz. Na twarzy anioła malował się niepokój, coś zbliżało się do ogrodu. Błękitne niebo spowiły ciemne chmury. Zwierzęta uciekły ,a roślinność straciły radosny kolor. Obudził się i wykrzyczał-MAMUŚ-był przerażony. Czuł,że to nie był zwykły sen.Prosił ją żeby nikomu o tym nie mówiła. Nie chciał narazić się na docinki ze strony wujków. Już nigdy więcej nie miał podobnych snów.
Oliver odszukał telefon pośród  rozwalonych na łóżku ciuchów.
-Halo-usłyszał w telefonie głos Alessy
-No cześć. Co tam słychać? Już się za mną stęskniłaś-zaczął żartować
-A powiedz mi jesteś sam?
-No w sumie to tak. Tzn. mama jest w kuchni-zamknął drzwi-już zamknąłem drzwi,mów.
-Dasz radę wyjść za pół godziny?
-No myślę ,że może dam radę, a co? Zachciało ci się seksu w środku nocy?
-Przestań. Musimy się spotkać. Możemy u ciebie w altanie?
-Dobra to ja tam będę czekał.
-No to do zobaczenia

Dlaczego Alessia to robi? Jeszcze nigdy nie wymykała się z domu. A zwłaszcza nigdy w środku nocy. Za 25 minut powinna być w altanie, więc za 15 minut wyjdzie. Ma jeszcze kwadrans na ogarnięcie książki.
PUK PUK
Ktoś zapukał do drzwi Ales.
-Mogę wejść?- usłyszała głos matki
-Tak pewnie-szybko zamknęła książkę i schowała ją pod biurko.
Otworzyły się drzwi. Weszła przez nie matka Alessy. Trudno jest opisać relacje jakie łączyły tą dwójkę . Ales bardzo kochała swoją mamę, ale nie mówiła jej o wszystkim. Były bliżej niż córka z ojcem, ale chyba nie tak blisko jak przyjaciółki.
Rodzina Alessy nie była bardzo bogata, ale mieli dość dużo pieniędzy. Na tyle dużo, że wystarczało na ogromny dom, kilka samochodów, drogie ubrania, sprzęty elektroniczne.
Jej mama była prawniczką , tata zajmował się medycyną. Do tego rodzice mieli sklep internetowy i kancelarię.
Alessia zawsze uważała, że celem tego wszystkiego jest zapewnienie jej jak najlepszych warunków do nauki. Najwidoczniej jej rodzice zaplanowali jej życie ledwo po urodzeniu. Mogła robić co chciała. Chodzić gdzie chciała, z kim miała tylko ochotę , ale warunek był jeden: musiała mieć dobre, bardzo dobre oceny.
Ogólnie to sama była bardzo inteligenta i  dostrzegała wiele niedoskonałości w szkolnym systemie nauczania. Nie był on w stanie nauczyć tego czego powinien. Bo w sumie to po co komu budowa ameby? Albo co nam da to, że nauczymy się obliczać czas potrzeby do rozpędzenia i zahamowania, skoro z późniejszych obliczeń wyciągamy, że trwa to ok. 10 sekund, a policzenie tego zajmuje nam pół godziny?
-Powiedz mi, jak tam u ciebie Alessio?- zapytała matka
Rzadko to robiła, mało czasu spędzała z córką, wiecznie pracowała. Alessie to nie przeszkadzało, lubiła mieć wszystko , móc robić co chciała i być bez nadzoru. Gdyby rodzice wiedzieli co wyprawiała z Oliverem… nie, nie mogła do tego dopuścić. Rodzice uważali ją za grzeczną i posłuszną. Kto wie czy nie była najgorsza z całej klasy. Nie piła, nie paliła, ani nie ćpała, ale sama uważała siebie za nienormalną. Nie chciała, żeby jej córka też taka była ,ale jednego była pewna. Zawsze potrafiła wyjść z trudnej sytuacji, zawsze umiała się wybronić. Na wyjeździe w wakacje miała pokój z 2 przyjaciółkami. Ustaliły wtedy, że ludzie dzielą się na inteligentnych, mądrych i idiotów. Sama nie uważała siebie za mądrą, ani za idiotkę więc jedyne kryterium, które zostało to inteligentna. Nie wiedziała czy mogła się do niego zaliczać, ale nie widziała przeszkód.
Kochała swoją matkę bardzo i tęskniła za nią, chciała z nią spędzać więcej czasu, ale nigdy by o tym nikomu nie powiedziała, no może Oliemu i Anstazji, ale nikomu poza nimi. Tak. To właśnie Oliego i swoją mame kochała najbardziej na świecie.Anastazję też kochała,ale miłością najlepszych przyjaciółek,a nie taką jak matkę, czy Oliego.
-U mnie bardzo dobrze….. A jak tam u ciebie? Masz jakieś problemy? Dawno cię nie widziałam- odpowiedziała po chwili.
-Hmm….też jakoś żyję. Ale przyszłam do ciebie w konkretnej sprawie. Wiem, że jest już późno, ale chciałam zapytać się o ciebie i o Olivera.
-Nie mamo…. Proszę nie.- Nienawidziła rozmawiać na tematy dojrzewania i seksu z matką, nie w sumie to z nikim. Lubiła to jedynie z Olim, z Anastazją-jej przyjaciółką-ale poza nimi to nie….nie chciała o tym rozmawiac.Nie lubiła tego i tyle.
-No sama dobrze wiesz, że muszę cię o to spytać.
-Odpowiedź brzmi nie.
-Ale jesteś pewna?
-Tak, chyba wiem, czy się z nim kochałam czy nie, prawda?
-No dobrze. Czyli na razie mogę być pewna, że babcią nie zostanę?
-Tak mamo. Możesz. A teraz idę już spać. Możesz wyjść?
-Tak-odpowiedziała matka trochę zmieszana-już idę.
-Dziękuję . Dobranoc.
-A i jeszcze jedno- dodała matka zamykając już drzwi-jutro nie będzie nas w domu
-Jak to? To gdzie będziecie?-zapytała pośpiesznie Alessia
-No wyjeżdżamy na dwa dni. Ojciec ma jakiś zlot ze starej szkoły. Jeżeli boisz się być sama w domu to możesz zapytać się rodziców Oliego czy by cię nie przenocowali? No chyba,że Anastazja już wróciła,ale miała wrócić za parę dni więc zostaje ci Oliver. Ale wiesz,jeśli u Olivera to w innych łóżkach-dodała półżartem
-Ok., to ja wam jeszcze jutro napisze SMS’a gdzie śpię,bo Anastazja może jutro wróci, ale wątpie. Dobranoc.
-Tak. Dobranoc.
Kiedy Ales była już w 100% pewna, że jest sama na piętrze wstała z łóżka , zapaliła lampkę na biurku i otworzyła książkę.
Zaczęła ją czytać, przeglądać. Raz była na początku, a raz w połowie. Potem znowu wracała na początek i na koniec.
*
-Cześć już jestem-powiedziała Alessia , a potem pocałowała Olivera.
-No myślałem,że się nie odczekam-powiedział żartem chłopak i odwdzięczył się całusem.
-Sorki, nie mogłam znaleźć czapki.
-Chodź wejdziemy do środka.
Weszli, w kominku nadal się paliło ,ale już dogasało. Oliver dorzucił drewna.
-O jak inaczej wyglądasz-powiedział Oli do Ales
Zazwyczaj widział ją w marynarce, sukience, spódniczce i koszuli.
Tym razem miała na sobie czarne rurki, fioletowy T-shirt i biało czarną bejsbolówkę. Nie miała włosów upiętych w kok, miałą je rozpuszczone ,a na nie ubrała długą czapkę. Taką w jakiej zazwyczaj jeżdżą deskorolkowcy.
-Wow…. Czy ty masz na nogach trampki ? – zapytał z niedowierzaniem Oliver
-No…. Wiem trudno w to uwierzyć , ale tak, Alessia też może mieć na nogach trampki. Ubrałam się szybko, nie mam zamiaru biegać w tej marynarce. W tym jest o wiele wygodniej .
-Usiądź-powiedział Oliver do Alessy
-Posłuchaj ….wzięłam do siebie do domu tę książkę… zupełnie przez przypadek, ale dobrze, że tak się stało -powiedziała chwilę po tym jak weszła do altany
-No to co takiego jest w tej książce?  Chyba nie cała mądrość świata, bo to już siedzi w twojej głowie-powiedział i objął ją w pasie.
Czuł to, czuł ,że tym razem nie wytrzyma. Jego ręce sprawnie ją obróciły. Byli teraz blisko, dotykali się całą powierzchnią ciała.
Zaczął ją całować, nie mógł powstrzymać rąk, powędrowały one tam, gdzie tak bardzo chciał je położyć.
Alessia ich nie zrzuciła. Czyżby zechciało się jej zaryzykować? Czy była do tego zdolna? Całowali się dłuższą chwilę, czuli się cudownie. Nie pamiętali o kłopotach, problemach, zmartwieniach. Jedyne na co mieli ochotę to położyć się teraz w łóżku przy kominku i zasnąć w objęciach, ale nie. Musieli dowiedzieć się co się dzieję z ciałem Olivera.
-Ałłłł-głośno krzyknęła Ales
-Co się stało? Coś ci zrobiłem? – zapytał przestraszony Oli
-Co? Nie, to chyba nie twoja wina.- Alessia podniosła koszulkę- Kur….kurde jak boli-krzyczała
-Ciiii….spokojnie. Zaraz zobaczę co się stało.-poszedł zapalić światło ,a gdy wrócił, zauważył, że na idealnie płaskim brzuchu jego dziewczyny, powstaje jakiś czarny kształt.-Ej, bo myślę, że sama musisz na to spojrzeć
-Co to kur*a jest?- wykrzyczała Alessia
Ciemna plama na ciele dziewczyny zaczęła przybierać kształt skrzydeł. Tak, to były te same skrzydła, które miał jej chłopak.Albo nie. To było ich lustrzane odbicie. To było bynajmniej dziwne.
*
Siedzieli na kanapie, Ales wzięła książkę do rąk i ją otworzyła. Szukała miejsca, które sobie zaznaczyła, gdy przeglądała ją w domu. Natrafiła tam na ciekawy fragment.
-Ale czekaj, tak wgl. To o czym jest ta książka?-zapytał Oliver
-To jest książka pisana ręcznie. Swojego rodzaju pamiętnik..nie może nie pamiętnik, a poradnik.No jest pisany jak….o tak będzie najprościej, to jest pamiętniko- poradnik. Najprawdopodobniej dla kogoś bardzo ważny –odpowiedziała Alessia wciąż szukając zaznaczonej strony- O! Mam.
-Ale do czego jest nam to potrzebne?- Chłopak chwycił jej rękę, dzięki czemu ta podniosła na niego wzrok
-O właśnie….muszę ci coś powiedzieć-zaczęła- moich rodziców nie będzie przez dwa dni.Mogłabym wtedy u ciebie spać? No wiesz, Anastazji nie ma,a nie będę sama w domu.
-No pewnie, że tak. Mama się zgodzi, wiesz, że z nią nigdy nie ma problemu.
-No to dzięki, ale do tego wrócimy później, ale teraz muszę ci opowiedzieć o tym czego się doczytałam. Miałam niewiele czasu, bo mama mnie naszła w pokoju i zaczęła te swoje pytania na temat tego czy już ze sobą spaliśmy i, że muszę uważać, wiesz, takie tam rozmowy, których nienawidzę.
-No…. U mnie też to było, chwilę przed tym jak zadzwoniłaś.
-Ok. To wracając do tematu, przeczytałam tu, że ktoś do kogo należała ta książka,zeszyt, notatnik… odkrył raj, ten sam raj, który chrześcijanie nazywają Eden,a starożytni Atlantydą. Nie ma zbyt wielu szczegółów, przynajmniej w tym fragmencie, ale wiem tyle, że była to jedna i ta sama rzecz, to samo miejsce, rozumiesz jak na razie?
-Umm….no wiem tyle, że ktoś napisał tu,że Eden i Atlantyda  to to samo miejsce i, że ten sam ktoś odkrył to miejsce. Czy tak?
-No, w miarę o to chodzi.
-Doczytałaś się czegoś więcej?
-Jeszcze wiem ,że ten ktoś nazywał się prawdopodobnie Dave S. Nie ma całego nazwiska są tylko inicjały D. S.,ale w późniejszych rozdziałach doczytałam się, że D jest skrótem od imienia Dave. Jak do tej pory nie znam nazwiska. Ta ksiażka była w twojej altanie. Może należeć do kogoś z twojej rodziny. Czy kojarzysz może jakiegoś dziadka, wuja, stryja czy kogokolwiek o imieniu Dave?
-Nie, nie… był tylko przyszywany brat mojej babci Dave,ale on chyba nie nazywał się na S. Nie pamiętam, ale mogę jutro zapytać rodziców.
-No to zapytaj.
-Ok… Teraz wracając do tej Atlantydy. Niedawno czytałam dość dużo o niej w internecie .Była to kraina opływająca w dostatek, drewna, metali szlachetnych, owoców itd. No wiesz było tam po prostu wszystko. Arkadia to nazwa starożytnych na obecnie nazywany raj. Chrześcijanie raj nazywają Edenem, ogrodem, w którym powstali pierwsi ludzie.
-Wow…. Czasem mnie przerażasz-powiedział Oliver i uśmiechnął się do Alessy
-Dziękuję… Czasem sama też boję się tego co mogę wymyślić. Szybko póki jestem w toku myślenia. Więc w każdej kulturze i religii pojawia się coś nawiązującego  do raju. Jak już wcześniej wspomniałam Eden u Chrześcijan i Atlantyda u starożytnych, no w sumie to teraz nadal próbują ją odkryć.
W każdej z tych krain , a jak ja i Dave S. uważamy, w tej krainie , władzę sprawował bóg, chrześcijanie mieli Jahwę, starożytni Posejdona.
Opisane było również coś o tym. Zamieszkiwał ją naród szlachetny i potężny. Wyspa była królestwem Posejdona, boga mórz i oceanów, a władał ją jego syn, Atlas. Mieszkańcy Atlantydy od pokoleń wiedli proste, uczciwe życie, w końcu jednak zawładnęła nimi chciwość i zepsucie. Zeus i inni bogowie postanowili ich ukarać i wyspę wraz z jej mieszkańcami pochłonęło morze- tak opisuje to Platon.
Eden był natomiast patrząc na opisy bardzo podobny. U starożytnych bogiem był Posejdon, dla chrześcijan jest to Jahwe, Posejdon był królem mórz i oceanów, Jahwe zaś wszystkiego. Jest to bardzo podobne. Atlantydą włada Atlas ,syn Posejdona, co do ogrodu nie mamy informacji o tym, aby to Jezus, syn Jahwe sprawował ów władzę, ale są trzy osoby boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Stanowią oni Trójcę Świętą i są jednością więc można posunąć się do tezy, że to Jezus sprawował władzę w Edenie. Mieszkańcy Atlantydy wiedli proste i uczciwe życie, jak mieszkańcy Edenu. Niestety ludźmi obu tych miejsc, czy jak ja i Dave S. sądzimy, tego miejsca zawładnęła chciwość i zepsucie, po prostu zło. Zeusa i innych bogów  w chrześcijaństwie możemy porównać ze sobą. Zeusa do Jahwe, a innych bogów do aniołów.  Bogowie byli źli na ludzi za owy występek i zamknęli bramy do raju tj. Edenu i Atlantydy. Atlantydę zatopiono ,a bram Edenu strzeże Cherubin. Do raju nie może dostać się nikt śmiertelny, do Atlantydy również, gdyż jest ona pod wodą. Jedyne czego nie ma w Atlantydzie to sam proces kuszenia ludzi przez szatana lub inny odpowiednik zła. Jednak można powiedzieć, że przez tyle lat po prostu o nim zapomniano, gdyż wiadomości były przekazywane z pokolenia na pokolenie i ustnie.
-Co?-zapytał Oliver nie wierząc w to co słyszy, czyżby jego dziewczyna odkryła prawdę, której ludzie nie mogli znaleźć przez lata?- Poczekaj Ales…. czyli mówisz, że Eden i Atlantyda to to samo miejsce?
-Tak. I ,że Atlantyda istniała.
-Jak na to wpadłaś?
-Pamiętasz, jak parę dni temu na polskim omawialiśmy fragment Biblii o wygnaniu z Raju?
-No, było coś takiego-odpowiedział z uśmiechem na twarzy, kochał jej mądrość, to właśnie była cała Alessia, mądra, zawsze wiedziała co powiedzieć, w którym momencie.
-No więc, czytając to pomyślałam sobie, że fajnie byłoby odkryć coś co zmieni bieg historii. Przypomniałam sobie jak w piątej klasie czytałam coś o wyprawach, aby odkryć nowe lądy i natrafiłam na artykuł o Atlantydzie. Zaciekawił mnie ten temat i potem przeczytałam kilka takich ciekawostek i stron z informacjami.-odpowiedziała zadowolona z siebie,lubiła wiedzieć o co chodzi.
-No dobra…. Ale co teraz z tym zrobimy. Nie mamy wystarczająco informacji, żeby to udowodnić.
-No nie ,ale coś znajdzie się w tej książce na 100%. Teraz jestem już zmęczona.
-Ja też. Chodźmy spać do sypialni, a rano odprowadzę cię do domu-odpowiedział ziewając
-Nie mam już siły o tej porze wracać do domu, więc chyba się zgodzę-odpowiedziała i pocałowała go.
-Ale wiesz, że musimy spać razem, bo w nocy jest tu zbyt zimno?
-No co ty nie powiesz, chyba że ja prześpię się w salonie koło kominka ,a ty sam jak palec w sypialni?- odpowiedziała ciągnąc go w stronę łóżka
Przytulili się i zasnęli w objęciach. Oboje byli podekscytowani nowym odkryciem ,ale teraz liczył się tylko sen. Byli bardzo zmęczeni. Zasnęli w mgnieniu oka.
TRZASK
-Cholera jasna! – usłyszała Alessia, poczym otworzyła oczy. Obudziła się w sypialni w altanie. Nie było obok niej Olivera, najwidoczniej to on coś stłukł i owy dźwięk dochodził z salonu. Dziewczyna wstała, na nogi wsunęła jego buty, popatrzyła w okno. Na dworze było jeszcze ciemno, na oknach była warstwa lodu. Ales poszła do kuchni.
-No cześć piękna, właśnie wybierałem się, żeby cię obudzić. Jest wpół do  piątej, zaraz musisz być w domu-powiedział Oli wręczając jej do rąk szklankę gorącej herbaty. Alessia nie pijała kawy. Uważała, że śmierdzi jak starzy ludzie. To było dziwne, ale w swoim stopniu prawdziwe i zabawne.